Witam. Zapraszam na podstrony możliwe do wybrania kliknięciem na jedno ze zdjęć poniżej.      Witam. Zapraszam do klikania poniżej.

 

 

 

 

   Rzym 2017. Prowadzą tam ponoć wszystkie drogi, w naszym przypadku również powietrzne. Majka, Krysia, Mirek i my. Mieszkaliśmy o trzy minuty drogi od murów Watykanu.

   Rowery 2016.  Ze Świnoujścia na Hel, ponad 450 kilometrów na siodełkach. Kiedyś (wiele lat temu) przejechaliśmy na rowerach Polskę z południa na północ. Przejazd naszego kraju "w poprzek" pozostawał w planach / marzeniach aż do tego roku. Razem z niezawodnym Mirkiem udało się to zrealizować. Mieliśmy do dyspozycji tylko cztery dni i niestety należało podjąć decyzję - chcemy przejechać całą trasę, czy chcemy zwiedzać i odpoczywać. Pogodzenie tego w takim czasie nie było możliwe.  Wybraliśmy wariant pierwszy.
 

 Boże Narodzenie 2015. Tym razem rodzina w komplecie. Ile razy jeszcze w takim składzie?

 

 Jedno z nich skończyło piętnaście, drugie dwadzieścia trzy lata. Sierpień i listopad 2015.

 

 Żegnaj Peru, witaj ziemio rodzinna.

 

 Kto wie, jakie doświadczenia mogą się jeszcze przydać w życiu... .

 

  Pierwszy dzień sierpnia 2015. Wieczorny telefon od Mirosława, szybka decyzja i już wiemy, jak będziemy świętować kolejną rocznicę naszego ślubu. Piękna pogoda zapełniła obydwa parkingi na Przełęczy Krowiarki. Dla jednych pierwszy, dla innych kolejny raz na Babiej Górze. Jadzia, Krysia, Danusia, Mirek, Mariusz i ja. Widoki rekompensujące bóle nóg, sjesta na szczycie, radość wędrówki w takim towarzystwie... Schronisko Markowe Szczawiny odnowione nie do poznania. Na koniec kociołki gulaszowe.

 

   Z pewnej  "okrągłej" okazji Ania zaprosiła nas do wspólnego świętowania. Zawsze wizyty u Ani i Andrzeja są przyjemnością, tym razem była to zabawa przez duże "Z". 

 

  Kalwaria Pacławska 2015.

 

Lipiec 2015. Dołączyłem do Mirka, Krysi, Kasi, Zuzi  i przeszliśmy z Krościenka, przez Trzy Korony do Sromowiec (ciekawe, czy Zuzia zapamiętała w końcu tą nazwę). Piękny dzień, zakończony obiadem w Potoku. Czereśnie, jakich chyba nie ma w innych miejscach..                                             

 

Moher na końcu świata. Moher na końcu świata. Peru i Boliwia grudzień 2014.

 

Popołudniowa wizyta u południowych sąsiadów. Spacer po słowackim Bardejovie - niedziela w październiku 2014.

 

  Bieszczady 2014. Razem z Bogusławem przeszliśmy w kilka dni trasę z Wołosatego do Komańczy. Czerwony szlak, część tzw. Głównego Szlaku Beskidzkiego. Piękne, niezapomniane chwile. Z mojej strony sporo obaw przed wyprawą - poznałem fizyczne możliwości i upór Bogusia już wiele lat temu w Laskach i zwyczajnie bałem się, czy za nim nadążę. Jakoś się udało. To już kolejny raz w tych górach i wciąż jakby po raz pierwszy...

 

  Lipiec 2014.  "Szukamy przygód a nie wygód" - po raz czwarty Janek dał się namówić na kajaki. Tym razem (jak zwykle w ramach "Tato.net") pokonywaliśmy Huczwę i Bug. Na pierwszym popasie (w towarzystwie widocznych na jednym ze zdjęć dzików) uczestnik poprzedniej edycji straszył nas krwią i potem. Krwi musieliśmy trochę oddać na przedostatnim biwaku - tylu komarów nigdy w życiu wcześniej nie widziałem. Bobry zadbały też o daninę potu. Na ostatnim odcinku przed ujściem do Bugu, Huczwa dostarczyła nam kajakowych wrażeń, jakich nie mieliśmy w poprzednich latach na Dniestrze, Czarnej Hańczy, Rospudzie,  Bugu czy Zbrzycy. Poprzedniego dnia dwóch ojców przemierzyło ten odcinek z siekierami a i tak nie uchroniło nas to przed przenoszeniem kajaków brzegiem, i czasem karkołomnych wyczynów na rzece. Dla mnie i Janka była to też pierwsza możliwość uczestniczenia we Mszy św. przy ołtarzu z odwróconych kajaków.   

 

 

   Kaszuby 2013.  Wspólny wyjazd (niestety bez Szymka), ale na miejscu podział na ekipy damsko-męskie. Dziewczyny wypoczywały w miejscowości Kaszuba, ja z Jankiem próbowaliśmy się integrować w ramach Tato.net (notka w "Kajaki 2013"). Swornegacie i okolice. Prawdziwe Kaszuby, lasy jeziora. Raj na ziemi (dla turystów, mieszkańcy różnie o tym mówią).   

 

    Kajaki 2013. Tym razem spływ połączony z elementami survivalu. Łażenie po drzewach, przeprawy na linach przez rzekę, zjazdy tyrolskie, budowanie tratw i jeszcze mecz piłkarski ojcowie kontra synowie. Tutaj pierwszy raz widziałem gospodarstwo, gdzie krowy same się doją (poważnie, same o określonej porze wchodzą do odpowiednich boksów, gdzie robot podpina im do wymion ssawki dojarki).

 

 

   Droga do Częstochowy 2013.  Z różnych powodów nie chodzę na pielgrzymki, ale niekoniecznie musi to oznaczać, że nie pielgrzymuję. Trzy dni zajęło mi dotarcie na Jasną Górę. Po drodze odszukałem i nawiedziłem grób swojego chrzestnego, który umarł prawie czterdzieści lat temu i wtedy właśnie byłem tam ostatni raz.  Już pierwszego dnia zgubiłem śpiwór, więc byłem skazany na noclegi w cywilizowanych warunkach. Jeśli ten pobyt nie był dla mnie najbardziej owocny, to chyba na pewno był "najbardziej świadomy". Czasu miałem mnóstwo - ostatnią noc spędziłem w klasztorze o rzut beretem od Jasnej Góry.   

 

   Biczyce lato 2013. Może ktoś się rozpozna?

 

   Hektor w szkole - rok 2012. 

 

   Jesień na Przechybie 2012. Podeszliśmy ze Szczawnicy może już setny raz. Pierwszy raz zbłądziliśmy. Warto było.

 

  Srebrne Wesele 2012. Zdjęcia opracowane i pokazywane na przyjęciu przez nasze córki 

 

    Spotkanie po latach. Wielu latach (w moim przypadku trzydziestu). Człowiek ze zdjęcia - o. Stanisław Majcher. Kto zna, ten wie. A kto nie zna, niech zazdrości. 

 

   Kajaki 2012. Druga nasza wyprawa w ramach  tato.net.  Pierwszy nocleg w Kostomłotach (podobno jedyna w Polsce parafia katolicka obrządku wschodniego - nie mylić z Grekokatolikami). Chłopcy oglądali na plebani finał mistrzostw czegoś tam, wcześniej musieliśmy rozegrać z nimi mecz piłki nożnej. Spływ Bugiem. Z dodatkowych atrakcji: grupa żonglerów z występem tylko dla nas, zwiedzanie placówki Straży Granicznej, pobyt w stadninie koni w Janowie.

 

  Może tak kiedyś będzie w raju? Na razie mieliśmy tego przedsmak. W sierpniu 2012 razem z rodziną Jungiewiczów w Płaskiej na Suwalszczyźnie.

 

 

   Majka w Krynicy w lipcu 2011.

 

   Tatry - Rysy  wrzesień 2011. To aż trudno uwierzyć, ale byłem tu pierwszy raz w życiu. Miałem obawy, czy w moim wieku... Na szczęście sporo młodszy (o cały rok) Wiesiek namówł mnie na tą wyprawę.   

 

  Madzia od dziś już dorosła. Listopad 2010.

 

  Ukraina 2009. Pierwszy wyjazd z Jankiem na kajaki. Od razu "na głęboką wodę" - dziewięć dni, bez samochodu wiozącego bagaże, cały ekwipunek musiał zmieścić się w kajaku. Rozpoczęliśmy w miejscowości Usteczko koło Zaleszczyk, a skończyliśmy w Chocimiu. 

 

  Pierwsza Komunia Św. Jana w maju 2009...  

 

  Wrzesień 2009. Chyba najdłuższa piesza trasa, jaką przeszedłem. W doborowym towarzystwie: Mirek, Wiesiek i Paweł spędziliśmy kilka dni w Bieszczadach.  Jednego dnia wyszliśmy z kwatery wcześnie rano, a wróciliśmy już dobrze po zmroku. Ostatnie kilkaset metrów pokonałem chyba tylko dzięki adrenalinie, która skoczyła, gdy usłyszeliśmy wycie wilka w ciemności...

 

  Lipiec 2008. Wybraliśmy się z Mirkiem przez Turbacz i Lubań do Tylmanowej. W drugim dniu wysiadły nam kolana, schodziliśmy z tych gór tyłem. Od tej pory zawsze chodzę w góry z kijkami - bardzo pomagają.  

 

  Dwadzieścia pięć lat po maturze spotkaliœśmy się w Krynicy. Dopisali prawie wszyscy uczniowie, zaszczycił nas swšą obecnościąš również wychowawca klasy. Wiekszość z nas zaprosiła swoje żony co spowodowało, że zabawa była naprawdę przednia. Długo jąš wspominaliśmy.  

 

 

 

  Ochotnica - Turbacz. Do czego najbardziej lgną muchy? Dwa dni w czerwcu 2008. Nocleg w domku letniskowym rodziny Mirka w Ochotnicy, spacer na Turbacz.

 

  W październiku 2008 Agnieszka i Piotrek obchodzili dwudziestą rocznicę swojego ślubu. Na uroczystości do Woli Sękowej zaprosili również nas.

 

   Robert. Ostatnia droga naszego Brata. Jeśli chcesz przejść dalej, poproś o link.